" Thomas wie, że DRESZCZowi nie można ufać, ale oni twierdzą, że czas kłamstw już się skończył, że zebrali w toku Prób wszystkie dane, jakie dało się zebrać, a teraz chcą przywrócić Streferom pamięć, bo potrzebują ich pomocy w ostatecznej misji. Streferzy muszą dobrowolnie pomóc uzupełnić mapę, która pozwoli stworzyć lek na Pożogę.DRESZCZ jednak nie wie, że stało się coś, czego żadne Próby i żadne Zmienne nie pozwoliłyby przewidzieć. Thomas przypomniał sobie dużo więcej, niż przypuszczają. I wie, że nie może wierzyć w ani jedno słowo z tego, co twierdzi DRESZCZ.
Czas kłamstw już się skończył. Ale prawda jest bardziej niebezpieczna, niż Thomas kiedykolwiek mógł sobie wyobrażać. Czy ktokolwiek przetrwa poszukiwanie leku na śmierć?"
Kiedy zaczęłam tą książkę byłam w głębokim szoku po "Próbach Ognia". Myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy, zwłaszcza po jakże rażącym spojlerze, który dostałam (sama tego chciałam), ale się myliłam. Dashner jak zwykle nie pozwala nam na chwilę oddechu coraz bardziej nas zaskakując.
Na początek fabuła. Po "Próbach Ognia" jesteśmy zostawieni tak naprawdę na lodzie. Już nie wiemy kto jest dobry, kto jest zły, co się stanie z Thomasem i resztą, czy ktokolwiek będzie już bezpieczny i szczęśliwy. Na początku tej książki zostajemy w obszerny sposób poinformowani o stanie czystości Thomasa. Co jak co, ale akurat to mogli sobie darować. Kiedy nasz koleżka może wrócić do przyjaciół zaczyna się właściwa akcja. I tak naprawdę od tamtego momentu wszystko zaczyna się walić. Cały świat legnie w gruzach i wydaje się, że już nic nie będzie dobre. DRESZCZ nie ma w szeregach Streferów samych Odpornych. A jeśli nie to... kto będzie musiał umrzeć? Cała książka polega na ratowaniu tyłka Thomasowi, Newtowi i Minho. A i tak nic nie skończy się tak, jak podejrzewamy.
Teraz postacie i ja jestem szczerze załamana. Nie będę tu pisać spojlerów, ale nienawidzę pana Dashnera. Uśmiercenie kilku z tych postaci jest tak niesprawiedliwe, że aż rażące. Z niektórymi śmierciami jednak się zgadzam. Cześć bohaterów mieliśmy okazję na nowo poznać i nawet polubić, z częścią jest słabo. No cóż... Wzbudziło to we mnie wiele emocji, zwłaszcza jedna śmierć. Ryczałam jak głupia. Jakie to zabawne- jak bardzo można się przywiązać do postaci fikcyjnej w trzy książki.
Mój ukochany styl. Styl jakim pisze James nie pozostawia pola do narzekań- jest wręcz perfekcyjny. Slang, nowoczesny tekst i dobrze napisane, niedługie rozdziały- to jest coś, czego niektórzy powinni się od tego pana uczyć! Mi się bardzo podoba i powtarzam to za każdym razem, kiedy koś mnie pyta o tej trylogii.
Na koniec podsumowanie- za świetną fabułę, wspaniałe dialogi, idealne postacie, ale także kilka rażących niesprawiedliwości i głupich śmierci daję te książce 8/10 gwiazdek.
A teraz, ponieważ to ostatni tom trylogii "Więzień Labiryntu" pora napisać coś o wszystkich tych książkach. Cała trylogia bardzo mi się podobała i zdecydowanie zasługuje na uwagę. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych pozycji na liście "popularne, młodzieżowe książki". W czasie trzech książek można się bardzo przywiązać do bohaterów. Ja byłam bardzo smutna na koniec "Leku na Śmierć" mając świadomość, że skończyłam tą trylogię. Zostaje nam tylko czekać na "Czas Zagłady", który ma być powiązany z trylogią "Więźnia Labiryntu".
Całej trylogii daję zaszczytne 9/10 gwiazdek.
A teraz pora na plany książkowe. Wrzesień minął bardzo szybko i zdążyłam przeczytać tylko trzy książki (recenzje w opracowaniu). Teraz nastał październik i pora wystartować z nowymi planami. Mam nadzieję, ze przynajmniej część z nich dam radę zrealizować:
- "Kroniki Rodu Kane: Czerwona Piramida"
- "Kroniki Rodu Kane: Ognisty Tron"
- "Kroniki Rodu Kane: Cień Węża"
- "Sherlock Holmes: Pies Baskerville’ów"
Mama nadzieję, że dam radę, bo plany są jak zwykle a zawsze realizacja pada w połowie... No cóż.
Zostało mi tylko podziękować wszystkim, którzy tu zaglądają a w szczególności Julce, która motywowała mnie mocno do pracy ♥ DZIĘKUJĘ ♥
Do napisania!




